Kim jest "Kulturalnik Niebanalny"?

Serdecznie zapraszamy do lektury artykułu Justyny Szyndler, członkini ASK-u, pt. "Kulturalnik niebanalny". Tekst ukazał się w  grudniu 2013 r. w publikacji powstałej w ramach projektu "Kreator IniCjatyw Kulturalnych KICKoff (wykop dla kultury)" współfinansowanego przez Program Operacyjny Fundusz Inicjatyw Obywatelskich oraz ze środków Województwa Sląskiego.





„Kulturalnik niebanalny”

Kultura jak wygląda, każdy może zobaczyć, usłyszeć, czasem dotknąć, poczuć zapach, posmakować. Tak, tak, wszystkimi zmysłami kulturę można przyjmować. Ale także na hasło „kultura” można wzruszyć obojętnie ramionami, machnąć ręką, drwiąco się uśmiechnąć, otworzyć szeroko oczy, wytężyć słuch i … nic.

Kultura nie będzie jak Coca Cola, o której się słyszy od dziecka, czasami masowo pożądliwie i nieodparcie pragnie, zna się jej smak, zapach i „wygląd”. Kultura jest na takie masowe oddziaływanie „odporna”. Wciąż przecież w muzeach, galeriach sztuki o tłumy trudno. Wciąż przecież sale w operach, filharmoniach, teatrach są niezapełnione. Biblioteki walczą o przetrwanie. Niezależne ośrodki kultury dwoją się i troją w misji krzewienia ambitnych działań.

Ale to wszystko można spokojnie odstawić na półkę i słysząc „kultura”, pomyśleć o emocjonującym spotkaniu autorskim w bibliotece z udziałem 15 czytelników, poruszającym, kameralnym koncercie skrzypcowym w pubie, pokazie tańca butoh na dworcu kolejowym, spektaklu teatralnym w parku miejskim, happeningu artystycznym w centrum miasta, i uśmiechnąć się na samą myśl o tym, i mieć radość z obcowania z kulturą w takim wydaniu, mieć poczucie tworzenia i uczestniczenia w działaniach niebanalnych, niestandardowych. Szczególnie, jeśli dzieje się to w moim mieście, miasteczku, wsi, dzielnicy, osiedlu i mogę to mieć na wyciągnięcie ręki, prawie jak Coca Colę w supermarkecie.

Tylko po co ta kultura? Dla ukojenia serca? Dla przelotnej radości?

Określeń znaczenia kultury jest wiele – mówi się, że jednoczy naród, że na zakrętach historii pomagała „zerwać kajdany”, że integruje społeczność, kształtuje poczucie wspólnoty - uczestniczenia w czymś ważnym.

Tymczasem, można odnieść nieodparte wrażenie, że wraz ze zmianą systemu politycznego, potrzeba wspólnotowości wśród ludzi ma charakter nader okazjonalny. Od czasu do czasu, wybrać się można na koncert, spektakl, wernisaż. Resztę czasu spędza się raczej w domu, może przed telewizorem, może surfując w internecie, a może nawet czytając książkę. W wielu przypadkach, ograniczeniem w ukulturalnianiu się jest bariera finansowa. W wielu zapewne – brak przyzwyczajenia lub ochoty na obcowanie z kulturą. Nie bez znaczenia jest również fakt, że instytucje kulturalne w lokalnych społecznościach nierzadko „powielają” ten sam repertuar - kabarety, operetki, koncerty dla jednego typu odbiorcy.

Brakuje często miejsca na przedsięwzięcia alternatywne, niestandardowe, niszowe. I choćby miały być dla 10 – 20 odbiorców, trzeba i warto je podejmować, bo bez tego pozostanie do wyboru masa już nie kultury, ale rozrywki - masowej i to w rodzaju „od czasu do czasu”.
Nie jest przecież odkryciem fakt, że duża część społeczeństwa unika kultury wyszukanej, tzw. wysokiej. Być może dlatego, że kultura ta wymaga od swego odbiorcy zaangażowania – rozmyślenia, przemyślenia, rozważenia, wyrobienia własnej opinii, pochylenia się nad tematami trudnymi. Po przeczytaniu wierszy Herberta, obejrzeniu „W ciemności” Agnieszki Holland, uczestniczeniu w performancie Mariny Abramović, czy też po spotkaniu z Hanną Pasterny - niewidomą pisarką z Jastrzębia Zdroju, nie można tak po prostu wstać i wyjść jak po koncercie Zakopower.

Obcowanie z kulturą wyszukaną, nierozrywkową, rozmiękcza duszę, ale wzbogaca umysł i poszerza horyzonty. I trzeba o taką kulturę dbać, choćby to miały być warsztaty haftu regionalnego dla 15 osób, pokaz tańca afrykańskiego na wsi, spektakl teatru cieni, rajd motocyklistów szklakiem cysterskim, warsztaty życia codziennego średniowiecznych wojów, to te przedsięwzięcia muszą być realizowane, bo w zrównoważonym państwie musi znaleźć się miejsce, czas i pieniądze na zaspokajanie zróżnicowanych potrzeb kulturalnych obywateli.

Tymczasem, w społeczeństwie utrwalone jest przekonanie, że kultura wyszukana, alternatywna, niemasowa, niemainstreamowa, nie jest koniecznym elementem życia społecznego, ba, jest nawet jego marginesem. W ludziach działających na tym marginesie widzi się zbieraninę hobbystów, kulturalników, zapaleńców, czasem darmozjadów, którzy „zabawiają się” się w kulturę.

A margines ten, ani lepszy, ani gorszy od reszty, jest po prostu, inny. Ma swoją wrażliwość, swoje spojrzenie na świat.

I niech sobie grupa „zapaleńców” odkrywa dzieje Żydów w swoim mieście, realizuje sztukę eksperymentalną na dworcu kolejowym, szydełkuje suknię dla monumentu. Grupa ta zawsze pozostanie mniejszością i rozszerzy się tylko na tyle, na ile jej pozwoli większość.

Mniejszość ta nigdy nie będzie stanowiła konkurencji dla publicznych instytucji kultury czy prywatnych pubów. Może być natomiast z pewnością ciekawym urozmaiceniem, kluczem do tworzenia nowych, niekonwencjonalnych działań. Choć można również fakt jej istnienia przyjąć z najzupełniejszą obojętnością.

Nie można natomiast jej nie zauważać, uznawać za „wybryk natury”, pogrążać w zalążku. Kultura tych zapaleńców obroni się sama lub przy odrobinie szczęścia i wsparcia otoczenia. Może też i przeminie, zniknie, wypali się. Cóż, katastrofy nie będzie, chyba że dla samych „kulturalników”. Ale nikt z tego powodu głodówek i palenia opon pod urzędem nie będzie urządzać.

Tym bardziej, mniejszość ta zasługuje na wspieranie, na partnerskie traktowanie, bo to nie jest marnotrawienie czasu i pieniędzy na bzdury. To urozmaicanie, uszlachetnienie społecznego krajobrazu. A póki ten „margines” istnieje, autorzy rozmaitych dzieł, które nie obchodzą prawie nikogo, spektakli, których prawie nikt nie ogląda, muzyki, której prawie nikt nie słucha, wciąż będą potrząsać naszą wrażliwością kulturalną, żeby nie zasnęła w spokoju, otulona pozorami zaspokojenia.

Justyna Szyndler,
działaczka pozarządowa, Skarbnik Raciborskiego Stowarzyszenia Kulturalnego ASK, autorka i koordynatorka projektów, specjalista ds. administracyjnych i rozliczeń projektów, doradca specjalistyczny w Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych CRIS w Rybniku.

Fot: ASK - zdjęcia prezentują prace i działania artystyczne realizowane podczas edycji Ogólnopolskiego Raciborskiego Festiwalu Ciało - Duch - Miasto organizowanego w latach 2006 - 2008 przez Raciborskie Stowarzyszenie Kulturalne ASK.